Duża/mała

Te zdjęcia zrobiono w tym samym budynku. Dzieli je kilkadziesiąt lat.

Na małej czarnobiałej odbitce uchwycono ważny moment: właśnie przyjęto mnie do grona pierwszoklasistów. Jestem trochę przestraszona, niepewna, wycofana. A poza tym łatwowierna, naiwna i słaba – nie wiem jeszcze jak używać swojej tarczy, ale też nie mam tyle siły, żeby trzymać ją ciągle w geście obronnym.

Cień po lewej, co zdaje się patrzeć na tę małą – to ja z teraz. Od 6 lat szkoła, w której zaczynałam edukację, jest także moim miejscem pracy.

Dziś, kiedy przeszłam dosyć długą drogę, podczas której zaliczyłam (miło niesprzyjających okoliczności) bazy spełnionych marzeń, często patrzę na to stare zdjęcie. Zdarza się, że także z tkliwością, myśląc: boisz się, bo wiesz, że to będzie trudna droga, serce ci pokroją na plastry, łez upuszczą. Ale te obeschną, serce się zrośnie, blizny zasklepią. Zabolą tylko przy porywach. Będzie dobrze.

To zdjęcie powiesiłam sobie na tablicy, żebym pamiętała, że uczniowie, którzy przychodzą do mojej/ich biblioteki szkolnej startują do rozkwitu. Są słowa, spojrzenia, uczynki, które mogą ich obawy i niepewność oddalić, podtrzymać też ręce, w których muszą mieć narzędzia obrony przed światem, co wyrozumiałości nie ma. Trzeba być po odpowiedniej stronie. Do czego was, dorosłych, zachęcam