Przekazałam wczoraj egzemplarz „Tatki” Michałowi, który zapłacił za niego najwyższą kwotę na licytacji dla Piotrusia.
(Inne licytacje na rzecz chłopczyka tutaj: https://www.facebook.com/groups/3877954222452780/?ref=share )
To było spotkanie po latach, bo okazało się, że Michałem znamy się od dawna. Dorastaliśmy na wspólnym osiedlu i mieliśmy tych samych znajomych. Kiedyś spotkaliśmy się przypadkowo na placu zabaw. Ja byłam wtedy na spacerze z małym synkiem – on ze swoimi dziećmi. To akurat był ten czas, kiedy pisałam książkę. Kolejne spotkanie to właśnie to wczorajsze.
Ale książka z historią o Tatce spotkała Michała kilka miesięcy wcześniej – trafił na nią w internecie. Kupił, przeczytał, a następnie przeczytał ponownie (dołączył tym samym do grona tych, co czytają tę książkę dwa razy, i co niepomiernie mnie zadziwia). Egzemplarz książki Michała jest oklejony znacznikami. Wczoraj rozpracowywaliśmy poszczególne fragmenty – na życzenie właściciela powieści. Ale Michał jest niezwykłym czytelnikiem nie tylko dlatego, że chciał dyskutować o zdaniach, które szczególnie go poruszyły.
Uznał, że ta książka warta jest poszerzenia grona odbiorców, dlatego oprócz egzemplarza dla siebie kupił jeszcze dwa inne, a następnie przekazał je w darze. Gdzie? Do Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie im. Stefana Żeromskiego – czyli do Miasta B., w którym toczy się akcja tej powieści.




