Recenzja „Tatki”

Przeczytajcie tę piękną, piękną recenzję.

Jej autorką jest Monika Bugaj – absolwentka Gimnazjum nr 3 im. Henryka Sienkiewicza w Będzinie, w którym przez 17 lat pracowałam jako bibliotekarka.

Monika – dziękuję Ci z całego serca. Jestem wzruszona i szczęśliwa.

„Ciągle jestem pod wrażeniem jak wspaniale została poprowadzona promocja tej powieści. Odkrywanie kolejnych literek tytułu (w dodatku od końca!), kilka fragmentów, ukazujących bardzo solidny warsztat autorki i nastrój powieści, sprawiały, że nie zastanawiałam się nawet nad tym, o czym de facto „Tatko” traktuje. I choć tytuł mógłby już narzucić treść, to z ogromnym zaskoczeniem przyjęłam na spotkaniu autorskim informację, że mam w dłoniach opowieść przesiąkniętą alkoholem i tym, jak pijacka czkawka odbija się innym…


Można w pewnym sensie powiedzieć, że to historia jakich wiele- znana każdemu, choć może nie każdemu z tej samej perspektywy. Powszechny problem wyhodował kilka pokoleń DDA, rozbijał rodziny i uprzykrzał życia – żon, matek, dzieci, a nawet sąsiadów. Trudno więc odmówić tej powieści uniwersalności- bo choć nie każda rodzina zmagała się tak bezpośrednio z tym „słowem na a”, to z pewnością w swoim otoczeniu mamy kogoś, kto podzielał uczucia Małej tak mocno, że odnajdzie kawałek siebie w każdym nasłuchiwaniu kroków zataczającego się ojca, czy piekącym wstydzie, który czuła. Czy więc życie Małej jest wyjątkowe…?


Z pewnością wyjątkowa jest Mała. W narracji jest postacią równie pierwszoplanową jak Tatko. To przez jej niepewność, lęki i napięcie poznajemy tę historię i samego Tatkę. Mała budzi w czytelniku szczerą sympatię – swoją rezolutnością, bystrymi obserwacjami, mądrością ponad wiek. Dziewczynka uwikłana w niełatwą relację między rodzicami, biegająca do sąsiadów, by pożyczyć pieniądze na alkohol, służąca za „przykrywkę” dla eskapad ojca, dorasta na kartach tej książki, pokazując jak mocno wybory Leona wpływają na innych. Nie tylko na Małą, ale również na Celinę, a nawet życie Babci, która trochę z przypadku stała się rodziną dla bohaterów. Te rozdziały poświęcone ostatniej wspomnianej mają w sobie najwięcej nadziei, radości i pomimo surowości samej Babci- ciepła. To na tym fundamencie wspiera się nie tylko Mała, ale cała rodzina.


Miasto B., ze swoją niełatwą historią staje się idealnym tłem dla mrocznych i trudnych opowieści – jest równie odrapane, szare i ciężkie. I pomimo upływu czasu, wydaje się, że w mieście B., ciągle wibruje ta sama energia.


Każdy rozdział nie tylko wciąga nas w świat Małej i szaleństwo Tatki, ale przynosi również lęk o bohaterkę, zdumienie, złość, ale i moment szczerego współczucia. Płakałam najbardziej, gdy Tatko wspomina pogrzeb Babci. Prowadząc pod rękę córkę, zdaję sobie wtedy sprawę, co stracił. Albo raczej- co alkohol mu zabrał. Wydaje się tylko nie zdawać sobie sprawy z tego, że odebrał to również innym.


Izabela Tumas snuję opowieść bez psychologicznych rozważań. Słowo „współuzależnienie” nie pada, choć wszystkie jego przesłanki są spełnione. I to dobrze, bo ofiary często nie mają pojęcia o istnieniu mechanizmów, w których funkcjonują, o metodach jakie wypracowały, by przetrwać. Dowiedzą się o tym pewnie po latach, zrozumieją i może nawet przebaczą. A może już to zrobiły…?


„Tatko” to dojrzały i bardzo przemyślany debiut. Nie trywializuje problemu, nie szuka usprawiedliwień dla kata, nie użala się. Rzetelnie opowiada historię, która kipi od emocji- czasem tak skrajnych, że jako czytelnik zastanawiałam się jak je w sobie pomieścić.


Zadałam pytanie autorce, dlaczego debiut tak późno?! Sądzę, że treść powieści, ale i sposób jej poprowadzenia odpowiada na to pytanie. Takie historie potrzebują czasu, by opowiedzieć je odpowiednio. W sposób wyważony, brutalnie szczery, poruszajacy. Potrzeba dystansu, by żal nie przerysował krzywdy, krzywda nie przysłoniła prawdy, a prawda spotkała się wybaczeniem.


Sięgnijcie po tę pozycję w jeden z tych długich, jesiennych wieczorów. Nie będzie to przyjemny spacer- być może nawet czknie się Wam jakimś nieprzyjemnym flashbackiem, od którego łatwiej jest odwrócić wzrok. Jestem jednak przekonana, że warto wyruszyć na spotkanie z „Tatką”, by tak jak ja, po przeczytaniu ostatniego zdania, mieć poczucie, że coś się dokonało, domknęło i zostawi po sobie spokój.”

  • Monika Bugaj