Studnia

Tatko nie jest sam, ma przecież ją. A ona, zanim sprawiła, że został ojcem, krążyła gdzieś w oddali, w obcej galaktyce. I żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że ich drogi się połączą.

Ona była Drogą Mleczną, on czarną dziurą. Wyszła z tego szarość. A w szarości, chociaż przyjemna i niektórzy lubią, jest niepewność i słabość. Na dodatek płynie przez nią, meandrując – rzeka śmieci i chaosu.

Dziś robię to za Państwa: uchylam okładkę „Tatki”, kartkuję strony i zatrzymuję się na 16. Wyławiam dla Was to zdanie o niej: młodej i dalekiej jeszcze od Tatki. Ale zaraz coś się stanie, i już będzie zmierzała w jego kierunku:

Fot. Izabela Tumas

Podniosła cynkowe wiadro, przywiązane do łańcucha, i rzuciła go w ciemną przestrzeń między obramowanie z kamieni. Zachybotało, ale uspakajało się powoli, w miarę jak z wyświeconej bali drewna odwijał się, szeleszcząc, długi łańcuch. W końcu stuknęło w dole i wydało charakterystyczny plusk.

(Fragment „Tatki”)