
Nie uwierzycie w tę historię.
Któregoś dnia (pamiętam dokładnie, że było to w przeddzień wyjazdu na Targi Książki do Krakowa) zrobiłam zakupy w halach targowych w centrum Będzina. Torby załadowałam do bagażnika i chciałam wracać do domu, ale przypomniałam sobie, że miałam zajrzeć do znajdującego się tuż obok butiku.
Okazało się, że jego właścicielka jest mistrzynią stwarzania atmosfery familiarnej. W środku była też jedna klientka, więc już za chwilę rozmawiałyśmy tak, jakby nie było to nasze pierwsze spotkanie. Od słowa do słowa – w końcu powiedziałam, że napisałam powieść, której akcja rozgrywa się w naszym mieście, a jako ciekawostkę dodałam, że także w oddalonej o zaledwie 80 metrów od butiku dawnej restauracji „Nowa” (teraz mieści się tam apteka).
Na co właścicielka Exclusiv Style:
– Proszę pani, „Nowa”? Przecież ja doskonale znałam to miejsce! Pracowałam tam w latach 80. jako kelnerka!
Musielibyście widzieć moją minę. Od lat szukam bowiem osób, które były tam zatrudnione albo mają zdjęcia wnętrz. Ale to nie wszystko. Najlepsze nadciąga.
Kiedy już wypuściłam z siebie długą serię egzaltowanych okrzyków niedowierzania i zachwytu, a moje zaskoczenie przerodziło się w spokojną radość z niespodziewanego odkrycia kogoś, kogo zawsze chciałam spotkać, coś mnie tknęło. I to grubym paluchem.
– A jak pani ma na imię? – usłyszałam, że zadaję to pytanie, i sama się zdziwiłam, bo co ta wiedza miałaby niby wnieść do tej historii?
Między zadaniem pytania a odpowiedzią nastąpił dziwny czas. Te dwie sekundy wyciągały się jak guma do żucia i trwały. Próbowałam przypomnieć sobie wtedy, tym specyficznym rodzajem odwracania pamięci cechującym autora, który poświęcił trochę energii, żeby wyrzucić z głowy treść własnej książki, co jest niezwykle uwalniające, a tu nagle musi wrócić do silnej więzi z tekstem. Trzeba więc odnaleźć w myślach odpowiednią stronę i skupić się na odczytaniu znajdujących się tam zdań. Konkretnie: imienia, które sama nadałam jednej z bohaterek rozdziału o tytule „Nowa”. Kelnerce właśnie.
Właścicielka sklepu spojrzała na mnie tak, jakbym zapytała ją o najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Zaraz przekonałam się, że tak było w istocie.
– Jola! – powiedziała.
A ja zamarłam. Jak myślicie, jakie imię wymyśliłam kelnerce w powieści „Tatko”?
—
PS
Na Targi Książki w Krakowie założyłam kupioną właśnie u Pani Joli miętową spódniczkę.
Exclusiv Style, Będzin, ul. Modrzejowska 50/6
