Choćby i najpiękniejsze widoki dalekich zakątków świata nie wyzwalają we mnie niepowstrzymanej chęci pisania… Wystarczy jednak wizyta w tym miejscu, gdzie jako dziecko dostawiałam snopki do mendli, pomagając sąsiadom w żniwach, a zardzewiały mechanizm pamięci wprawia tryby w ruch.

Przez chwilę wszystko zgrzyta, obraca się z trudem, ale zaraz łapie rytm i pędzi gładko, jakby właśnie przeszło renowację. I jak zboże – faluje całe morze opowieści. Wystarczy zżąć – siąść i zapisać, żeby transferować je do wyobraźni innych. Pozwalam jednak wyobracać się wspomnieniom do końca i póki co zostawiam je sobie.