Ani okładka, ani tytuł, ani opis powieści na stronie Wydawcy aż do dnia premiery „Tatki” nie informowały, o czym tak naprawdę traktuje ta książka. Maczałam palce w tym, żeby informacja o powieści była enigmatyczna i niewiele wnosząca. Ten tekst kopiowany jest teraz w księgarniach internetowych i doprawdy – gdybym była czytelnikiem i się z nim zapoznała – nikt nie namówiłby mnie do kupienia tej książki.
Dopiero zgromadzeni na moim pierwszym spotkaniu autorskim goście, którzy kupili książkę przy wejściu, w stuporze czytali blurb Olgi Wróbel (Kurzojady) na czwartej stronie okładki, który prawdę odsłaniał już w pierwszym zdaniu. Niektórzy patrzyli z wyrzutem i – to było widać – czuli się nabici w butelkę (!)… Przyszli rozmawiać o zapowiadanej szumnie (i to nawet na elektronicznych billboardach) powieści, a to tekścik o alkoholu? Ejże! Dociekliwi mogli się jednak domyślić – wystarczyło odwrócić książkę do góry nogami, żeby w literce A dostrzec maleńką podpowiedź tematyki.
„Tatko” jest u Was półtora roku i wiem, że zdaje egzamin. Wystawiacie mu satysfakcjonujące noty, a mnie jest głupio, bo był czas, kiedy chciałam go z możliwości egzaminów wycofać, uznając, że jako analfabeta nie ma szans. Całe szczęście, że nie zerwałam umowy wydawniczej i tekst poszedł do druku. Są znaki, że pomaga ułożyć pewne sprawy i tym, co piją/pili, i tym, co z nimi żyli. Bardzo mnie to cieszy, TAKO piszę dziś, w Światowym Dniu Trzeźwości.
Kibicuję wszystkim, którzy podejmują heroiczną i skazaną na porażkę walkę z lobby alkoholowym, publikują posty o trzeźwości, pod którymi roi się od mądrości wiedzących najlepiej i bagatelizujących uzależnienie własne lub ich bliskich. Zetki – do boju! Może Wam uda się wypromować modę na niepicie!
Niepijącym przybijam zaś piątkę i daję Wam, a mogę, bo pracuję w szkole – życiową szóstkę.

Na zdjęciu widać moje amatorskie próby doklejenia w szablonie odpowiedniego kształtu do A. Wyszły z tego ostatecznie litery na okładkę.
