

Skąd u mnie ta nieuleczalna skłonność do książek? Może z tego zdjęcia. Chciałabym je podpisać „mój pradziadek i ja”. Byłaby to jednak prawda w trzech czwartych. Bo owszem, na tym zdjęciu zrobionym we Francji około roku 1925 (w Lille lub Calais) patrzy w przyszłość mój pradziadek, ale dziewczynka obok, która wygląda jak ja, to tylko moja zapowiedź. Moje oczy, moja mina, moje niedające się ujarzmić kosmyki – to babcia ze strony mamy.
Całe towarzystwo z oryginalnego ujęcia to: babcia (Janina Miś, pierwsza z lewej), pradziadek (Władysław Miś, na prawo od niej), prababcia (Marcjanna Miś z domu Kamińska, siedzi), młodsza siostra babci (Stanisława Miś) i pan, którego personaliów nie znam (może brat prababci).
Wyciągnęłam ze zdjęcia pradziadka i babcię. Akurat tych dwoje dlatego, że to właśnie ich oczy były uzależnione od liter. We Francji, dokąd, jak wiele rodzin w tamtych czasach, wyjechali za chlebem, do biblioteki podobno chadzali z koszem. Do niego można było zapakować więcej książek na raz, a oni czytali dużo i w każdej wolnej chwili. Również przy jedzeniu.
Tak, wszystko mam po nich. Brak mi tylko sumiastego wąsa pradziadka.