Mój sen o Was

Fot. Izabela Tumas

Ostatni raz zaspałam do pracy w listopadzie 2004 roku.

Pamiętam dobrze, bo jak tylko wstawiłam wodę na herbatę w radiu podano, że PKO BP zadebiutował właśnie na giełdzie. No a potem spiker oznajmił, że jest godzina 8 z minutami, a ja z wrażenia nie trafiłam wrzątkiem do kubka.

Rzuciłam się do telefonu – wyobraźcie sobie, że stacjonarnego, żeby za chwilę po drugiej stronie równie stacjonarnej słuchawki odezwała się ówczesna wicedyrektorka mojej szkoły.

– Pani dyrektor – wydusiłam słabo. – Jest 8:10. Nie wiem jak to się stało!…

– Pani Izo, ja też nie wiem jak to się stało – odparła ze stoickim spokojem.

I dziś, po 20 latach, to zdarzyło się ponownie (ale jest też w tym trochę winy dziecka, które w środy ma na drugą zmianę, dlatego nie zerwało się z łóżka o świcie). Tym razem jednak wiem jak to się stało.

Otóż byłam na spotkaniu.

To było moje pierwsze spotkanie autorskie – moje jako autorki książki. W przyjemnym miejscu o dobrej atmosferze, gdzieś w okolicach zachodu słońca. Przyszło na nie wielu przyjaciół i znajomych. A na koniec – spóźnieni, ale radośni i niefrasobliwi, bo z młodymi nastrojami – dawni uczniowie z moich szkół: gimnazjum i obecnej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, i było tak dobrze, że w ogóle z tego snu nigdzie mi się nie śpieszyło. Sami więc rozumiecie…

Więc kiedy podam Wam rzeczywisty termin mojego spotkania (przypuszczam, że może odbyć się jakoś pod koniec tego miesiąca), a samo już istnienie tego terminu (i znaczenia, jakie ze sobą niesie) pozostawi mnie pewnie aż do tamtego czasu w nierealności na granicy marzenia sennego właśnie, to zróbcie wszystko, żeby ten sen się ziścił.

I jak Was tam zobaczę, że naprawdę przychodzicie, zajmujecie miejsca i się do mnie uśmiechacie, a potem ktoś mnie uszczypnie, żebym przekonała się, że to wcale nie jest sen, który przyśnił mi się dziś, i przez który po raz drugi w życiu zaspałam do pracy, to wtedy dopiero będę wiedziała na pewno, że mam sny prorocze.