„Gołoborze”
Przejście przez „Gołoborze” Macieja Siembiedy jest niczym przechadzka czerwcowym wieczorem przez środek małej miejscowości (w której ludzie żyją z ziemi), i gdzie zza gęstych firanek domy patrzą na drogę pomarańczowymi ślepiami okien. Przyjemnie i ciepło, pachnie sianem, słychać świerszcze i szczekanie psów, ale mróz przechodzi po plecach na wspomnienie zasłyszanych niegdyś zwierzeń: w tamtym domu …