„Książka o (nie)czytaniu”

Najgorsze w tej książce jest to, że tak szybko się kończy.

Różnych rzeczy próbowałam, żeby temu zapobiec: udawałam, że pilnie muszę czytać coś innego, brałam zlecenia i znad klawiatury łypałam na obraz Ewy Kuryluk, który zdobi okładkę „Książki o (nie)czytaniu” Justyny Sobolewskiej (Iskry, 2025).

Każdy uzależniony lubi taplać się w swoim uzależnieniu, więc i ja – ciężka książkoholiczka nierokująca na zdrowienie – z lubością czytałam o takich, dla których słowo pisane to też całe życie. O czytaniu, co może być szczęściem – lub udręką.

Jakimś sposobem nie wpadło mi w ręce poprzednie wydanie tej książki („Książka o czytaniu, czyli resztę dopisz sam”, Iskry 2012). Po lekturze obecnego wydania zmienionego powinnam o tym poprzednim napisać raczej: „Czytałam – ta książka zmieniła moje życie!” Wtajemniczeni będą wiedzieli.

Dużo tropów, smaczki, moc ciekawostek. I jakie czytelnicze zaplecze! Lubię lektury, które generują lektury kolejne, a ta właśnie taka jest. I najlepsze, że to będą kolejne czytadła o czytaniu.

Książkę testowałam w różnych okolicznościach – czytałam ją na przykład, mając 40 stopni gorączki. Nawet wtedy trudno było mi się od niej oderwać. Takie lektury osładzają gorzkawą przeszłość mojej historii osobistej – pobłażliwego lekceważenia dziesięciolatki, która w schowku pod schodami założyła swoją pierwszą bibliotekę, każdą książkę uważając za cud świata. (Pisałam o tym tutaj: https://bibliog3.wordpress.com/2024/05/08/drzwi-do-szczescia/)

Justyna Sobolewska „Książka o (nie)czytaniu”. Wydawnictwo Iskry, 2025.


A o moim zeszycie książek przeczytanych (prowadzonym od 1990 roku) pisałam tu: