Jak nie kupiłam „Heweliusza”, ale za to poznałam Janka

Kiedyś był tam sklep z ciuchami, teraz miejsce wieszaków zajęły regały z książkami. Taka zamiana – zupełnie niedzisiejsza.

– Wow! – powiedziałam na ten widok, bo z witryny wrzeszczało też, że ceny obniżono do 70%. Toż to więcej, niż upusty wydawcy dla największego z dystrybutorów! A tu w dodatku dla detalicznych czytaczy.

Weszłam tylko na chwilę, żeby rozpoznać tę miejscówkę książkową, która istnieje w Mikołajkach od dwóch lat, ale że akurat tyle mnie tutaj nie było, widziałam ją po raz pierwszy.

W środku zastałam panią sprzedającą i młodego chłopaka. Przestawiał książki, układał je w stosy. W dłoni trzymał „Heweliusza. Tajemnica katastrofy na Bałtyku” Adama Zadwornego (Wyd. Czarne). Nie wiem czemu wzięłam go za wakacyjnego pomocnika, dajmy na to – syna właścicielki.

– Można tego „Heweliusza”? – zapytałam.

– Już nie ma, ten był ostatni. Wszystkie zeszły bardzo szybko – powiedziała pani, po czym zwróciła się do chłopaka:

– Będziesz je jutro wysyłał Inpostem?

A on skinął głową.

To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że chłopak pomaga tutaj w handlu, a sklep prowadzi też sprzedaż wysyłkową.

Przez chwilę rozmawiałyśmy z ekspedientką o pięknie wydanych książkach, jedną taką nawet kupiłam. Pani napomknęła, że chłopak bardzo dużo czyta i chyba zostanie dziennikarzem (jest z niego dumna – dopowiedziałam sobie).

Podpytałam go więc o ulubione lektury. Kryminały i II wojna światowa. W ręku rzeczywiście trzymał kilka tego typu książek, w tym nowe wydania serii „Żółty tygrys”, którą z rozrzewnieniem wspominam z czasów dzieciństwa. Napomknęłam więc o „Pamiętniku” Rutki Lakier z Będzina, i że warto przeczytać też jedną z pierwszych relacji powojennych o obozie – „Dymy nad Birkenau” Szmaglewskiej.

Zapłaciłam za swoją książkę, a kiedy już wychodziłam chłopak przesunął w kierunku sprzedawczyni dwa stosy mówiąc, że za te będzie płacił.

Dopiero na ulicy uświadomiłam sobie, że to nie był żaden pomocnik, tylko młody człowiek, który właśnie zakupił do czytania hurtowe ilości zadrukowanych kartek! I że chyba zgłupiałam, wychodząc stamtąd, nie poznawszy jego historii!

Zaczekałam więc w pewnym oddaleniu, aż wyjdzie, żeby go napaść i wypytać. Na szczęście nie uciekł (zakupione książki były dosyć ciężkie)…

Janek ma 14 lat i po wakacjach rozpocznie naukę w ósmej klasę. Może i będzie dziennikarzem, ale chyba bardziej marzy o tym, żeby zostać aktorem. Chce się dostać do jednej z dobrych szkół w Krakowie.

Jak to się stało, że tyle czyta?

Namówił go do tego tata, który nie był co prawda wytrawnym czytelnikiem, ale zapragnął, żeby syn nadrobił jego braki w tym zakresie. Zaproponował, że kupi mu każdą książkę, na jaką tylko Janek będzie miał ochotę – pod warunkiem jednak, że ten zacznie czytać. I tak się to zaczęło…

Ma szczęście ten ojciec, że Janek nie zrobił zakupów w regularnej księgarni, tylko takiej wyprzedażowej, bo inaczej to nie Janek szedłby obładowany ulicą w Mikołajkach, tylko z torbami poszedłby jego tata.

Ponieważ chłopak jest w trakcie obozu żeglarskiego, a jak wiadomo na żaglówkach jest zawsze zbyt mało miejsca, większość z zakupionych książek wyśle do domu Inpostem. Gdzie – jak to sobie wyobrażam – odbierze je szczęśliwy rodzic. 😊

Nie wiem, czy łapiecie, kogo ja Wam tutaj przedstawiam. Chłopak ma wakacje, pływa na żaglówkach, a kupił sobie tyle książek, że wypchał nimi cały plecak i reklamówkę! Dawno nie widziałam tak zakręconego na punkcie czytania młodego człowieka!

Coś mi się wydaje, a przeczucia mam wyśmienite, że ten Janek zostanie, kim tylko zechce.

—–

Sklep z nieużywanymi książkami za cenę gałki lodów znajduje się w Mikołajkach tuż za mostem, przy ulicy 3 Maja – naprzeciw placu Kościelnego.